Pierwszy kwartał nowego millennium przyniósł smutne wiadomości - jeden dystrybutor upadł, drugi zawiesił działalność, trzeci otwarcie przyznaje się do poważnych problemów i zwija interes. Tymczasem ludzie z branży są zdania, że to nie koniec problemów.Zaczęło w jeszcze w grudniu ubiegłego roku kiedy w stołecznym sądzie gospodarczym znalazł się wniosek o upadłość spółki TCH Components (która rok 1999 zakończyła z imponującymi obrotami rzędu 267 mln zł, co dało jej ósmą pozycję na krajowym rynku).
"Jeszcze rok temu nikt nawet nie przypuszczał że TCH będzie miał takie kłopoty - była to stabilna firma o wysokiej renomie. Wydaje się że Tomasz Chlebowski, jej szef, otworzył tylko kolejkę bankrutów" - powiedział nam Jerzy Zamojski, prezes JTT Computer. "Nie jest to wiadomość, która nas cieszy. Normalną rzeczą jest walka z konkurencją, ale kiedy plajtuje się na skutek m.in. załamania na rynku - to nie może budzić zadowolenia. Oznacza to, że w branży nie dzieje się najlepiej" - komentuje szef wrocławskiej firmy. O problemach TCH Components słyszało się już jesienią ubiegłego roku, ratunkiem miała być restrukturyzacja i połączenie właśnie z JTT. Do fuzji nie doszło, zaś w marcu tego roku warszawski sąd ogłosił upadek przedsiębiorstwa.
Kiedy w stolicy oczekiwano rozprawy upadłościowej TCH Components, w Wielkopolsce zniknął z mapy kolejny dystrybutor. Cadena Systems też należała do większych firm na rynku (jej przychody w 1999 r. wyniosły 110 mln zł, miała 1500 klientów), była dystrybutorem m.in. takich marek jak Philips czy Samsung. Jednak już pod koniec ubiegłego roku zaczęła wyprzedaż produktów. A na początku lutego zawiesiła działalność. Jej strona internetowa przestała funkcjonować, telefony w biurze nie odpowiadały, jej towary zniknęły z oferty serwisu aukcyjnego Aukcja.com. Wojciech Wrzaskała, rzecznik serwisu, potwierdził jedynie, że wycofanie z przetargu wielu ofert Cadeny było skutkiem zawieszania przez nią działalności. Była to jedyna, jak dotąd, wypowiedź do prasy dotycząca bezpośrednio poznańskiego dystrybutora i potwierdzająca pesymistyczne pogłoski.
Niecały miesiąc po ogłoszeniu upadku TCH Components zaczęto mówić o problemach następnego dystrybutora - warszawskiego Tornado 2000. "W firmie prowadzona jest restrukturyzacja mająca na celu zmniejszenie kosztów działalności. Zwalniamy pracowników i zlikwidowaliśmy wszystkie osiem oddziałów terenowych. Obecnie działa jedynie centrala w Warszawie" - powiedział nam Paweł Janas, prezes spółki. W ofercie firmy znajdowały się prawie wyłącznie produkty markowe, Tornado posiada autoryzacje m.in. takich producentów jak Sony, Matrox, Mustek, Fujitsu Siemens. Ostatnio z jego usług zrezygnował jednak Logitech, którego wyroby znalazły się w ofercie firmy Megabajt. Jak przyznaje sam szef Tornado - "Był to cios z najmniej spodziewanej strony, bo Tornado było dystrybutorem Logitecha od ponad 7 lat i związki firm wydawały się naprawdę mocne i trwałe". Zdaniem Janasa, jeszcze za wcześniej mówić o upadku firmy. "Aktualnie prowadzimy rozmowy na temat dalszego finansowania firmy, ale jest jeszcze zbyt wcześnie aby zdradzać więcej szczegółów" - dodał.
O tym, że ten rok będzie dla dystrybutorów trudny, mówi wiele przedstawicieli branży. "Firmy w tym roku zaczną coraz bardziej odczuwać brak finansów, co będzie stanowiło zagrożenie dla ich działalności. Część firm albo się w ogóle wycofa z interesu, albo będzie musiała się wyspecjalizować i stać się podmiotami niszowymi. Te problemy, które nas dotknęły w ubiegłym roku, będą trwały także w tym, i liczba graczy na rynku się zmniejszy" - prognozuje Krzysztof Musiał, szef ABC Data. "Spodziewam się innych podobnych przypadków. Może nie aż tak drastycznych jak TCH Components, ale wydaje się że sporo osób będzie musiało zwinąć interesy - nawet jeśli chodzi o obecnych potentatów," - dodaje prezes JTT. Szansą dla większych dystrybutorów może być pozyskanie kapitału przez giełdę, ale przypadek bielskiego Techmexu, który miał zadebiutować już w ubiegłym roku lecz odłożył wejście na parkiet do 2002 r., pokazuje, że nie jest to łatwe. Z kolei mała jest szansa by na rynku pojawili się bogaci branżowi inwestorzy z Zachodu. "Ci, którzy by mogli, już są obecni na rynku" - twierdzi Krzysztof Musiał.